Muzeum Lotnictwa - wakacje 2012
Nadeszły wakcje...
Po raz kolejny zawitaliśmy w podwojach Muzeum Lotnictwa w Krakowie, meldując się do aktywnego wypoczynku. Na samym początku wyglądało, że pojedziemy w pełnym składzie, jednak okazało się, że sezon urlopowy nie za bardzo nadaje się krótkiego czasu oczekiwania na zamówione meble, co z kolei może skutkować niepożądanymi skutkami zdrowotnymi. Z kolei jeden z naszych "szpiegów" chyba wyleczy się z jazdy przez okolice Brzeska, gdzie w drodze do Krakowa spotkało go nieprzyjemne wydarzenie - jego pojawienie się w naszym gronie opóźniło się aż o trzy dni.
Kiedy Czarek już się pokazał, od rau do spółki z por. "Carbonem" szczegółowo i bardzo, bardzo... długo omawiali niuanse związane z karierą J-23. W odrónieniu od lat poprzednich nasz "Hilton" zmienił swoją lokalizację na domek pilotów i trzeba przyznać, że warunki lokalowe znacznie nam się poprawiły. Jacek C. przywiózł ze sobą lodówkę turystyczną, mieliśmy aż dwa palniki elektrycze, więc zaplecze AGD mieliśmy zapewnione nawet z zapasem.
W końcu na terenie Muzeum nie pojawił się tylko nasz Prezes, Jacek P., ale jak się okazało, "siła wyższa panie Zielonka". Poza tym byli wszyscy - trzech Jacków: Caliński, Lenartowicz, Kula z dwoma synami, Marcinem i Kamilem, Mateusz, we czwartek zawitał nam Czare i moja skromna osoba.
Co do prac konserwacyjnych wykonywanych na terenie Muzeum, to postaraliśmy się, aby Tu-134 - którym notabene Zygmunt Broniarek przywiózł do Polski zespół ABBA - otrzymał zdemontowane wiele lat temu krawędzie natarcia u nasady obu skrzydeł, jak również oprofilowania przejścia skrzydło-kadłub. Kolejnym projektem miał być F-105, jednak nie mieliśmy możliwości wykonywania prac na wysokościach (chodziło o zmatowienie szczytu stateczniak pionowego - który znajduje się na wysokości ok. 5m). Wobec powyższego dorwaliśmy się do nowego nabytku, czyli karchera, któy mógł podgrzać wodę i podawać "chemię" do mycia. Zabraliśmy się do "prac konserwacyjnych" i aleja MiG-ów została oczyszcznona ze szczodrych krakowskich darów natury. Przy okazji otwarliśmy obie "suczki siódme", z których jedna została potraktowana wodą pod wysokim ciśnieniem, oraz nasz pupilek, za którego być może w przyszłym roku zabierzemy się na poważnie czyli MiG-19.
A wieczorami w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku zaczynały się wspominki przy grillu, których treść zostanie utajniona, aczkolwiek istnieją pewne nagrania, ku pamięci potomnych, które mogą zostać umieszczne w archiwach IPN-u...
Poniżej krótka galeria...