CH-53G Sea Stallion
CH-53G Sea Stallion
IFOR Jugosławia 1999
Revell, skala 1:48
Model Revella pochodzi z lat 80 poprzedniego stulecia. Z tego powodu nie można się po nim spodziewać cudów. Jest bardzo prosty w budowie, części pasują do siebie w miarę dobrze (choć szpachla idzie w ruch często), śmigłowiec ma dobrze widoczne, wypukłe nity, co czyni model bardziej realistycznym, ale ma kilka wad: plastik jest prawdopodobnie stopem tytanu i ołowiu, na którym każda nadlewka jest dużym problemem, a nadlewek nie brakuje. Kolejny kłopot związany z tym plastikiem, to łamliwość drobnych części.
Model ma jednak kilka zalet. Do wyboru są dwa typy łopat wirnika, dwa typy zbiorników, trzy odmiany malowań i kalkomanii (wszystkie niemieckie), a ponadto pojazd przypominający Forda Mutt i haubica, ale są marnej jakości. Skoro to helikopter IFOR-u - "niemieckich pacyfistów" - to postanowiłem go nie uzbrajać w elementy mogące komuś zrobić krzywdę. Może używano go do transportu pomocy humanitarnej.
Budowę modelu zacząłem od poskładania kokpitu. Jest nieskomplikowany i ma niewiele detali. Na uwagę zasługuje tylko możliwość ładnego wykończenia tablicy przyrządów, którą widać tylko częściowo. Tył kabiny wg. instrukcji jest utrzymany w tonacji szaro-szaro-szarej, więc wszystkie kolorowe elementy są przykładem radosnej twórczości małolata. Wnętrze komory ładunkowej również jest szare i puste.
Przyszedł długo oczekiwany moment sklejenia kadłuba. Elementy zasadniczo do siebie pasowały, pozostały jedynie niewielkie szczeliny przy podstawie ogona i nad kabiną. Zaskoczyło mnie, że części kadłuba, mimo prawie półmetrowej długości, dobrze do siebie pasowały. Jednak po złożeniu tych części okazało się, że spód nie jest równy i trzeba było znowu poprawiać. Gdy kadłub był gotowy, skleiłem silniki, zbiorniki i inne części, które przymocowałem bezpośrednio do korpusu. Po sklejeniu tych części, jak i po ich dołączeniu do reszty, w wielu miejscach użyłem szpachli. Kolejnym etapem była budowa wirnika, który ma prawie 50 cm średnicy. Samo składanie głównego wirnika jest dziecinnie proste, trzeba tylko uważać, aby górna pokrywa była dobrze dopasowana, bo w innym wypadku cała konstrukcja może się rozpaść.
Nadszedł czas malowania. Na początek trzeba było zabezpieczyć okna taśmą Tamyii. Podstawowy kolor kadłuba to mieszanka Humbroli 150 i 66. Kolejnym krokiem było mozolne naklejenie kalkomanii, około 200 sztuk. Śmigłowiec dostał barwy niemieckiego IFOR-u.
Po tych zabiegach przyszedł czas na nałożenie warstwy lakieru bezbarwnego, postawienie helikoptera na kołach i dodatnie zbiorników dodatkowych wraz z pylonami.
Na śmigłowcu widać drobne niedociągnięcia, ale mimo to prezentuje się dobrze.
Marcin Kula